Autor Wątek: Antoni Markiewicz, Antyfona do gorzałki  (Przeczytany 204 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline A.Markiewicz

  • Full Member
  • ***
  • Wiadomości: 210
  • Karma: +0/-0
Antoni Markiewicz, Antyfona do gorzałki
« dnia: Październik 19, 2016, 10:52:09 pm »
"Gawęda starego szlachcica" z Przeglądu Lwowskiego 1876
Niejaki Markiewicz, geometer żyjący w Lidzie pod koniec XVIII wieku, człowiek rozumny i dowcipny, chcąc bronią satyry wpłynąć na poprawę swych współpowietników, napisał następującą Antyfonę przed wypiciem gorzałki
Witaj źródło nad kryształy,
Tobie wszyscy dają chwały,
Ty pocieszasz w utrapieniu,
Ty ogrzewasz w zaziębieniu,
Ciebie Panie, ciebie panny
Za posiłek mają ranny,
Ciebie całe ludzkie plemię
Wielbi ryjąc nosem ziemię.
O, radości! O, wesele!
Pełnym haustem pijmy śmiele.
Chcąc zaś zagorzałych amatorów kieliszka na tym większe wystawić pośmiewisko, utworzył statut dla towarzystwa ruruowo-bibularnego o wysoce komicznych przepisach. Siebie samego mianował marszałkiem rzeczonego stowarzyszenia.
Pewnego razu, wracając bardzo wcześnie od znajomego obywatela, zajechał do Szejbakpola do kościoła OO. Franciszkanów na roraty, a usidlwszy w ławce, spostrzegł wchodzącego do kościoła chwiejącym się krokiem mężczyznę niemłodego, dobrej tuszy, na pół pijanego, który się usadowił w drugiej ławce.
Był to hr. Plater, dziedzic Szejbakpola, gorliwy zwolennik butelki. Po nabożeństwie, Markiewicz zaszedłwszy do księdza gwardiana na wódeczkę, zastał tam Platera z wieloma innymi sąsiadami. Po przedstawieniu odzywa się dowcipniś:
- Panie hrabio! Miło mi w pańskiej osobie poznać męża prawdziwej zasługi. Ja dotąd byłem marszałkiem towarzystwa rurowo-bibularnego i upijłem się regularnie około godz. 10 z rana, tj. wprzód niż inni członkowie; dziś atoli przekonałem się, żem nie godzien urzędu. Składam więc moją laskę marszałkowską w dostojniejsze ręce pańskie, który umiesz być pijany na roratach, a w zamian proszę tylko o odkrycie mi, jak dojść do tej doskonałości.
Na co z uśmiechem rzecze Plater:
- Bardzo łatwo. Po prostu nie trzeba się wcale wytrzeźwiać.
Po tym charakterystycznym dialogu nastąpiły kordialne uściski. Plater zaprosił Markiewicza i wszystkich obecnych do dwor, gdzie ich przez trzy dni chojnie podejmował. Wino lało się oczywiście strugą.
Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.