Forum Rodów Grodzieńskich

Grodno i Ziemia Grodzieńska => Wspomnienia i impresje => Wątek zaczęty przez: A. Rybalko w Październik 07, 2018, 09:04:03 am

Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Październik 07, 2018, 09:04:03 am
Zakładam nowy wątek, choć niewielką mam nadzieję, że nam bardzo urośnie. Ale tematu pominąć nie wypada. Przy okazji wspomnimy tych, którzy na Grodzieńszczyźnie stali przy kuchni i z niebogatego podówczas asortymentu wyczarowywali różne smakołyki.
Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny - keks cioci Jadzi
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Październik 07, 2018, 09:06:20 am
Ciocia Jadzia czyli Jadwiga Jączyńska (1901-1987) z domu Klukowska była ukochaną kuzynką mojej babci. Jako dziewczynki mieszkały nieopodal siebie w Sidrze. Jadzia wyszła dobrze za mąż, jej małżonek piastował stanowisko zarządcy dóbr Czerlona koło Łunny, należących do książąt Druckich-Lubeckich. Po wojnie państwo Jączyńscy znaleźli się w PRL-u. Po wczesnej śmierci męża Jadwiga zamieszkała przy rodzinie brata, który na szczęście zdobył w swoim czasie solidne wykształcenie prawnicze i był w stanie utrzymywać siostrę.

Ciocia Jadzia bywała u nas w Wilnie w latach 70tych. Pierwsze kroki kierowała zawsze do Ostrej Bramy. Była osobą bardzo miłą i łagodną. Przywoziła nam w darze nie ciuchy i nie gumę do żucia, a dobrze zapakowany keks. Jego smak należy do tych, które się pamięta przez lata. Od niej mamy ten przepis. Keks ma tę właściwość, że pozostaje świeży tygodniami i smakuje nawet lepiej niż zaraz po upieczeniu.

Przepis to bardzo niemodny (patrz ilość cukru!!!), ale bardzo smaczny. Ze względu na dużą ilość kalorii zaleca się spożywanie cienkich plasterków ciasta. Nie wiem, czy na pewno pochodzi z czasów Czerlony, ale jest to bardzo prawdopodobne.

Keks „Czerlona”

200 g masła
8 jaj
500 g cukru
500 g mąki
Proszek do pieczenia
Łyżka śmietany
Bakalie wg chęci (rodzynki, daktyle, figi, skórka pomarańczowa itd.)

8 białek ubić na tęgą pianę, dodać po trochu cukier i po jednym jednym żółtku, stale ubijając. Następnie dodawać po kawałku zmiękczone w cieple masło, wreszcie łyżkę śmietany i mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia. Na koniec wsypać do masy bakalie.
Formę (a jeszcze lepiej dwie) wysmarować masłem i wysypać sucharkiem. Piec około godziny.

Od siebie dodaję, że o ile w Czerlonie ucierano ten keks ręcznie, to aktualnie możemy się posłużyć mikserem, a keks na pewno nie straci na smaku!
Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: vnukinga w Październik 07, 2018, 02:43:51 pm
Wspanialy pomysl i wspanialy przepis!
Postaram sie wkrotce dodac przepis na pierozki mojej prababci Weroniki Rogoszko z domu Czepielinda. Robimy je zawsze na Wigilie.
Pozdrawiam serdecznie,

Kinga
Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny - zupa Nic babci Wandy
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Listopad 01, 2018, 12:58:01 pm
Nie musicie mi mówić, że zupa „Nic” jest powszechnie znana i raczej ogólnopolska niż grodzieńska. Tak jest rzeczywiście. Od przepisów roi się w sieci. Ale czy ktoś tak naprawdę tę zupę gotuje?... Na pewno warto o niej przypomnieć.

Moja babcia Wanda (1894-1965), kuzynka wyżej wymienionej cioci Jadzi, wyszła za mąż późno, mając 36 lat. I nic dziwnego, że urodziła tylko jedną córeczkę Halinkę. Halinka była typowym niejadkiem, odżywiała się podobno wyłącznie świeżymi bułeczkami i chałkami z żydowskiej piekarni w Łunnie. „Co chciałabyś na obiadek?” pytała mama. „Nic!” odpowiadało niegłodne dziecko. I wtedy troskliwa mama gotowała zupę „Nic”, według życzenia.
Zupa była mleczna, z laską wanilii, z cukrem i z jajkiem, czyli bardzo zdrowa i smaczna. Przepis znalazłam następujący, nawet ze zdjęciami https://przepisytradycyjne.pl/zupa-nic/

Nie wiem, czy nadaje się dzisiaj dla naszych milusińskich, którzy mają znacznie łatwiejszy dostęp do cukru, niż w czasach dzieciństwa Halinki. Trudno ich zadziwić nawet laską wanilii, która dziś jest o niebo droższa niż kiedyś. Ale jako deser dla genealoga zupa nadaje się jak najbardziej!
Tytuł: Chłodnik litewski - danie na upalne dni
Wiadomość wysłana przez: Ala2 w Listopad 07, 2018, 10:50:07 am
mleko prosto od gospodarza /tłuste/ w ilości 1 litr postawić na zsiadłe. Jeżeli mleko jest chude należy po zakwaszeniu dodać szklankę kwaśnej tłustej śmietany . To wszystko razem roztrzepać w wazie . Posiekać świeży koperek i szczypiorek - po dwie łyżki dodać do mleka, dodać  3 średniej wielkości ogórki gruntowe  pokrojone w kostkę , a także dwa buraczki wcześniej ugotowane też pokrojone w kostkę. Posolić   do smaku. To powinno stać w temperaturze pokojowej dwie , trzy godziny. Przed podaniem na stół dodajemy jajka ugotowane na twardo pokrojone w ósemki.
Do tego gotujemy młode ziemniaczki , dodajemy do nich masełko i koperek.
                                     
Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Listopad 07, 2018, 06:48:26 pm
Jak powiada wieszcz: "...I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli..."  Mój ojciec nigdy nie omieszkał się wypowiedzieć tej strofy przed jedzeniem.

Z moich doświadczeń na obczyźnie. Jeżeli nie ma pod ręką:
- mleka od gospodarza - pasuje kefir ze sklepu
- szczypiorku - pasuje drobno pokrojona cebula, utarta z solą
- ugotowanych buraczków - buraczki konserwowane w occie, w całości albo i plasterkach, w ilości "do smaku"
- świeżego koperku - może być suszony albo żaden, ale to już dużo gorzej...


Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: wd w Listopad 08, 2018, 10:09:38 am
Mój przepis jest troszeczkę inny:

Buraki tarkowane na tarce a nie krojone.
Jajka dodaję od razu.
Kiedyś dodawałem jeszcze mięso z raka, teraz zastępuję je krewetkami.
Nie dodaję szczypioru.
No i nie solę - to dopiero tuż przed podaniem.
Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny - blinki z jabłkami czyli blinczyki po polski
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Grudzień 01, 2018, 09:33:46 pm
Te bliny bywały na kolację zawsze wtedy, kiedy skwaśniało mleko i nikt nie miał na nie ochoty. Nawet z niesmacznego, przestałego kwaśnego mleka wychodziły przepyszne blinki. W przyzwoitym grodzieńsko-wileńskim gospodarstwie nic nie mogło się zmarnować. Obecnie mleko nie kwaśnieje nawet po kilku dniach bez lodówki, a to, co z niego powstaje, niestety nie nadaje się do niczego, nawet do produkcji blinów.
Najlepsze bliny wychodzą z kefiru, od biedy może być też maślanka, tylko bliny będą bardziej „klejkie”. Bierzemy pół litra kefiru, jedno albo dwa jajka i tyle mąki, żeby dało łyżką wyrobić gęste ciasto, czyli 350-400 g. Tej porcji starczy na 4 osoby, naturalnie można wziąć tylko szklankę kefiru i jedno jajko - na próbę. Ciasto solimy, dodajemy paczuszkę waniliowego cukru (niekoniecznie) oraz łyżeczkę proszku do pieczenia. Należy przy tym pamiętać, że prawdziwe grodzieńskie bliny były robione na sodzie (ok. pół łyżeczki), bo proszku do pieczenia zazwyczaj nie było pod ręką.
Na koniec dodajemy drobno pokrojone średniej wielkości jabłko. Kto woli, może utrzeć jabłko na tarce, ale to nie jest konieczne. Blinki kładziemy łyżką na patelnię z rozgrzanym olejem (co zdrowsze) albo smalcem (co bliższe oryginału). Na dużej patelni mieści się najwyżej 5 blinów, które rosną, toteż należy zostawić między nimi niemałe przerwy.
Bliny podajemy na gorąco, z musem jabłkowym, konfiturą, pasuje też śmietana. Bliny smakują też na zimno, szczególnie w chłodniejszej porze roku, kiedy rodzina jest w stanie permanentnego poszukiwania przekąsek.
Te bliny smażyłam w 1986 roku w mroźnej Moskwie, kiedy musiałam odbyć dwumiesięczny kurs dokształcania w gronie pań z całego Sojuza. Groszem nie śmierdziałyśmy, a w sklepach i tak były pustki. Te bliny syciły i ratowały nasz budżet. Zostały wtedy nazwane „blincziki po polski” – tego sposobu przyrządzania Rosjanki nie znały.
Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: Agnieszka w Grudzień 05, 2018, 12:44:45 pm
Pani Alicjo, babcia mego męża codziennie smażyła takie blinchiki swoim wnukom. Uważała, że jeśli są w domu blincziki to dzieci nigdy nie będą głodne (mieszkali w Berezie Kartuskiej) :)
Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Grudzień 05, 2018, 02:55:03 pm
Pani Agnieszko, może mąż przypomniałby coś z repertuaru kulinaryjnego babci? Może wspólnymi siłami odtworzylibyśmy jakiś kawałeczek przeszłości?
Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: Agnieszka w Grudzień 05, 2018, 11:50:12 pm
Pani Alicjo, myślę, że w domu rodzinnym mego męża nie gotowano tak jak na Grodzieńszczyźnie. Byłam kiedyś świadkiem rozmowy męża z jego kolegą z Grodna i o wielu daniach charakterystycznych dla naszego regionu nawet nie słyszał (np o babce ziemniaczanej). Babcia męża wspominała krem ryżowy (rozgotowany ryż na mleku z rodzynkami i dużą ilością masła), leguminę, kumpiaka (jej matka zawsze go przesalała, żeby starczyło na dłużej ;)), faszerowanego królika i kiszone jabłka.
Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Grudzień 06, 2018, 08:50:51 am
O, babka ziemniaczana!... Bo ten ryż na mleku jest popularny również gdzie indziej, np. w Niemczech. Mam ten kłopot, że w głowie mi się plączą kuchnia litewska, wileńska i grodzieńska :) Ale po części to chyba to samo...
A propos "faszerowany królik" - czy to nie jest przypadkiem "fałszywy zając"?... Króliki były u nas raczej specjałem nieznanym.
Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny - Wigilia - śliżyki
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Grudzień 18, 2018, 08:34:39 pm
Przepis na pewno pochodzi z szeroko rozumianej Litwy. Bez śliżyków nie potrafię sobie wyobrazić wieczerzy wigilijnej. Mówiąc dokładniej, wyobrazić mogę sobie wszystko, nawet smażone kiełbaski z sałatką kartoflaną zamiast 12 potraw. Tylko po co?...
Właśnie zakończyliśmy wypiekanie śliżyków. Piszę „my”, bo śliżyki najlepiej robić rodzinnie, nie samemu. To dużo drobnej ręcznej pracy, człowiek niechcący zaczyna zadawać sobie bezbożne pytania: po co to, czy nie lepiej jednak sałatka kartoflana?
Proponuję więc kompromisowy przepis z połowy składników, będzie szybciej i tak samo smacznie.

400 gr mąki
200 ml wody
125 gr cukru
20 gr drożdży, mogą być też w proszku
40 gr albo 50 ml maku
20 gr (płaska łyżka) margaryny

Drożdże należy rozpuścić w ciepławej wodzie wraz z łyżką cukru, zostawić na 15 min. Dodać mąkę, resztę cukru, mak. Dobrze wymiesić ciasto, powinno odstawać od ręki. W razie potrzeby dodać nieco mąki. Rozpuścić margarynę w garnuszku, wlać do ciasta, ponownie dobrze wymiesić i zostawić do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić objętość, na co zejdą 2-3 godziny.
Z ciasta rękami uformować wałeczek o średnicy ok. 1 cm, ostrym nożem odkrawać od wałeczka małe klocki, układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Klocki nie powinny leżeć za blisko od siebie, ciasto bowiem jeszcze nieco wyrośnie. Piec w dobrze rozgrzanym piekarniku, 180˚C przez 7-8 minut. Śliżyki nabierają rumianego koloru, bardziej chrupiące są te ciemniejsze. Z podanej w przepisie porcji wychodzą 3-4 blachy śliżyków.
Z uwagi na to, że formowanie drobnych śliżyków i zapełnienie jednej blachy zajmuje więcej czasu niż pieczenie, zalecana jest tu praca zespołowa.

Jak jeść śliżyki? Można zwyczajnie, bez ceregieli, jako drobną przegryzkę między posiłkami. Ale tradycyjna czy wręcz magiczna strona śliżyków przejawia się podczas spożywania ich jako kolejnej potrawy wigilijnej, a to w połączeniu z mlekiem makowym oraz kisielem żurawinowym. Kombinacja ta działa wybitnie uspokajająco i nawet nasennie, co w naszych zestresowanych czasach jest prawdziwym błogosławieństwem. Śliżyki zawierają w sobie życzenia na rok nowy, bowiem symbolizują różnoraką obfitość - zdrowia i wszelakiego dobytku. Wypiekajmy i jedzmy śliżyki w okresie Bożego Narodzenia, to jedna z niewielu niteczek, która prowadzi nas w naprawdę daleką przeszłość.
Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny - Wigilia - mleko makowe
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Grudzień 18, 2018, 08:36:29 pm
Przepis na to mleko jest prosty i genialny jak Grodzieńszczyzna i Wileńszczyzna razem wzięte. Wbrew nazwie nie zawiera mleka ani innych produktów zwierzęcych, jeżeli nie liczyć miodu.

1/2 szklanki maku należy z wieczora (23 grudnia) zalać wrzątkiem i zostawić na noc w garnuszku. Z rana gotować w tej samej wodzie przez 5-10 minut, wywar wylać do zlewu. Mak utrzeć. Ja używam maszynki do mielenia mięsa i mielę ten mak 3 razy; niewykluczone są inne sposoby. Wybrać odpowiednie naczynie, najlepiej fajansowy dzbanek do kawy z pokrywką, przełożyć tam mak i zalać przegotowaną schłodzoną wodą (nie musi być zimna). Wody może być mniej lub więcej, ja biorę ok. 700 ml. Osłodzić lekko do smaku cukrem i miodem, wymieszać. Dzbanek wędruje na balkon i czeka stosownej pory, czyli wieczerzy wigilijnej. Mlekiem makowym zalewamy garść śliżyków w  miseczce, ewentualnie dodajemy łyżkę gęstego żurawinowego kisielu.
Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: Ala2 w Grudzień 22, 2018, 07:11:31 pm
zmodyfikowane śliżyki :
Do rondelka wrzucić mak 2 bądź 3- krotnie  zmielony w maszynce /ilość zależna od potrzeb/ , dodać miodu / zależnie od tego ile  kto lubi/  , rodzynki i inne bakalie zależnie od upodobania . To wszystko delikatnie   wysmażyć , wystudzić  -  tuż przed podaniem do skonsumowania dodać śliżyki – wymieszać.
Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny - naleśniki cioci Luni grodzieńsko-amerykańskie
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Styczeń 30, 2019, 09:52:14 am
Mamy okres karnawałowo-zapustowy, a zatem ma być słodko i tłusto i w ogóle niezdrowo! Przodkowie mieli to w nosie, bo przecież przy urządzaniu kuligów, balów i innych zabaw zużywali mnóstwo kalorii. A gdzie jeszcze weseliska, które planowano na te dwa miesiące między Bożym Narodzeniem a Wielkim Postem?...

Dzisiejszy przepis pasuje raczej na rodzinną kolacyjkę niż na bal czy wesele. Ciekawa jest jego historia. Moja babcia Wanda Mieczkowska miała 7 sióstr, trzy z nich w początkach XX wieku osiedliły się w Ameryce. Najmłodszą z nich, Leokadię, nazywano w domu Lunia. Zdrobnienie to podobało się jej widać bardziej niż imię, bo zostało zapisane jako drugie imię na liście pasażerów udających się w 1921 z Rotterdamu do Nowego Jorku. Słodkie dziewczę miało wówczas 17 lat, włosy blond i brązowe oczy, a trudniło się szyciem. Lunia poślubiła rosyjskiego emigranta, ponoć wysokiego rodu, który ze strachu przed bolszewikami zmienił nazwisko na Turstig i przy nim pozostał również w Ameryce. Miała z nim jedną córeczkę, śliczną Duśkę czyli Wanduśkę, Wandę. To właśnie Duśka przekazała mi poniższy przepis swojej mamy.
 
Po kontemplacji przepisu, zarówno duchowej jak i materialnej, doszłam do wniosku, że to raczej przepis amerykański niż grodzieński. Baaardzo słodki i baaaardzo tłusty. W Sidrze takie naleśniki uznano by na marnowanie darów bożych. Ale czy to szkodzi. Przeczytajmy, wypróbujmy. Na pewno będą smakowały.

Naleśniki Cioci Luni Mieczkowskiej-Turstig (1904-1985)

W 1 misce należy rozmieszać:
2 filiżanki mąki (ok. 300 g)
2 herbatnie łyżeczki proszku do pieczenia
½ herbatniej łyżeczki soli
¼ filiżanki cukru.

W 2 misce ubić pianę z 2 białek, można mikserem.

W 3 misce (dużej!) należy rozmącić:
2 żółtka
2 filiżanki mleka (ok. 300 ml)
parę kropel olejku migdałowego (można zamiast olejku dodać cukru waniliowego).

Roztopić 6 łyżek stołowych masła (ok.100 g).

Roztrzepać zawartość 1 miski w 3 misce, dodać roztopione masło, na końcu pianę z białek.

Smażyć na natłuszczonej patelni na średnim ogniu; uwaga, łatwo się przypalają! Podawać z konfiturą, smakują też bez dodatków.

Naleśniki są bardzo smaczne, ale wysokokaloryczne, dzięki czemu wystarcza po 2-3 naleśniki na osobę. Jest to porcja na 8 naleśników.

Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny - kwas chlebowy na Wielkanoc
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Kwiecień 14, 2019, 01:56:26 pm
Bez kwasu chlebowego nie ma Wielkanocy. Bo czym popijać święcone jajeczka i szyneczkę? Nie jest to napój zakazany w czasie Wielkiego Postu, ale na Wileńszczyźnie często widać buteleczkę z kwasem w koszyczkach ze „święconką”.
Przygotowania do robienia kwasu można zaczynać nawet na jesieni. Gromadzimy piętki chleba, których nikt nie chciał zjeść, bo czerstwe, za twarde, za bardzo przypalone. Jeżeli takowych nie ma, chleb należy zawczasu ususzyć w niewielkich kromkach. Ma być to chleb nie byle jaki, a żytni, ciemny jak ziemia, pachnący jak dojrzewające pola. Najlepiej – wileński. Przez jakiś czas dostawałam w prezencie od mamy całą torbę suchego chleba, aż znalazłam w Niemczech odpowiedni gatunek „Hausbrot” do robienia kwasu. Próbowałam nawet robić kwas z pumpernikla, który okazał się jednak za tłusty, po powierzchni kwasu pływały nieestetyczne oka, nie psując jednak smaku.
Ile wziąć chleba? To zależy od tego, ile kwasu chcemy zrobić i jak gęsty w smaku ma być. Czyli mamy tu wiele możliwości i prawie żadnych ograniczeń. Wystarczy 1 kg chleba na wiadro (10 litrów) kwasu. Ale może być więcej chleba i mniej wody. Albo odwrotnie.

Oto składniki:
1 kg czarnego chleba
8-10 litrów wody
15-20 g drożdży
800-1000 g cukru (można mniej)
ewentualnie rodzynki

Przygotowujemy odpowiednie naczynie, najlepiej emaliowane wiadro albo bardzo duży garnek. Suchy chleb rozkładamy na blasze i rumienimy w piecu przy temperaturze 170 stopni przez 5-10 minut. Można rumienić dłużej, kwas będzie ciemniejszy. Ale nie za długo, bo spalenizna przydaje goryczki.
Przez ten czas gotujemy wodę. Ja zaczynam od 5 litrów, potem dogotowuję, bo wrzątek nie musi być gotowy od razu. Wiadro stawiamy na podkładce (może być nawet złożona gazeta), żeby wrzątek nie popsuł linoleum. Wsypujemy zrumieniony chleb i zalewamy wrzątkiem. Tak przygotowany płyn zostawiamy do ostygnięcia w kuchni.
Po kilku godzinach, kiedy płyn jest jeszcze ciepły, odlewamy go do innego naczynia (czy naczyń), chleb odciskamy o ile możności, zawijamy w gazety i wyrzucamy. Klarowny płyn wędruje z powrotem do wiadra. Dodajemy cukier i drożdże. Przykrywamy wiadro i zostawiamy na dobę w spokoju, aż drożdże zaczną swoje dzieło. Lekko musujący napój można pić od zaraz, ale lepszy jest schłodzony i „mocniejszy” – drożdże pracują dalej i wytwarzają coraz więcej alkoholu, zjadając przy tym cukier. Kwas rozlewamy do butelek (mogą być po wodzie mineralnej), wkładając do każdej po parę rodzynków. Uwaga: nie należy butelki dolewać co pełna, bo przy otwieraniu kwas się zazwyczaj pieni i w ogóle rozszerza. Butelki należy przechowywać w chłodnym miejscu, dla pewności najlepiej w lodówce.
Optymalnym dniem dla robienia kwasu jest Wielki Piątek, w ten sposób kwas jest gotowy na śniadanie wielkanocne.

Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: wd w Kwiecień 16, 2019, 10:32:08 am
Bo czym popijać święcone jajeczka i szyneczkę?
-------------------

Wódeczką?!:)
Tytuł: Odp: Przepisy z Grodzieńszczyzny
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Kwiecień 16, 2019, 08:24:42 pm
Można i wódeczką, tylko ważne, żeby nie namieszać. Jak głosi ten oto przechowany przez dziesięciolecia okruch grodzieńskiej poezji:

Popijali wódkę kwasem
i pierdzieli gromkim basem...
Tytuł: Przepisy z Grodzieńszczyzny - chłodnik z Bohatyrowicz
Wiadomość wysłana przez: A. Rybalko w Czerwiec 02, 2019, 01:26:44 pm
Nadchodzą upalne dni, a więc gwoli przypomnienia jeszcze raz chłodnik, tym razem z okolicy Bohatyrowicze.

Przepis podała sama Orzeszkowa w "Nad Niemnem", a raczyły się nim dwie przyjaciółki Bohatyrowiczówny Antolka i Elżusia:

„Pomiędzy nimi leżał na stole zaledwie rozpoczęty bochen chleba i stał gliniany, czarny garnek, z którego one drewnianymi łyżkami czerpały gęsty, biały chłodnik, z mleka, octu i posiekanej boćwiny, złożony.”

Orzeszkowa pewnie w kuchni nie stała, więc i przepis niedokładny, tylko na oko. Ale mądrej grodzieńskiej głowie dość dwie słowie, kluczowym słowem jest tu boćwina, o której zapomnieliśmy w poprzednich wersjach przepisu!