Autor Wątek: Bałabaszki i pobredziuszki  (Przeczytany 4934 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Online A. Rybalko

  • Test
  • Hero Member
  • *
  • Wiadomości: 549
  • Karma: +1/-0
Odp: Bałabaszki i pobredziuszki
« Odpowiedź #15 dnia: Styczeń 01, 2020, 05:23:52 pm »
Nie wiem, czy tu w ogóle chodziło o Duchowlany... Ale nielubiany mógłby być Antoni Glazer, właściwie mąż dziedziczki Zofii z Zawadzkich, zmarł na apopleksję 4 kwietnia 1861, miał 53 lata. Może miał wybuchowy charakter?... W każdym razie praktycznie nie bywał proszony na chrzestnego.
Innym kandydatem byłby jego syn, Bolesław Glazer, zmarły w 1890 (39 lat) - nic o nim nie wiem. Pytanie tylko, czy pamięć o tym wydarzeniu mogła przetrwać 70-80 lat, aż mój ojciec był w stanie anekdotę zrozumieć i zapamiętać.

Prawda, był jeszcze jeden dziedzic, Bohdan Zalutyński, syn Zofii Glazerówny i Seweryna Zalutyńskiego. Ten uwielbiał robić paskudne kawały, może tym zalazł ludziom za skórę. Mieszkał w Złobowszczyźnie, bo dwór w Duchowlanach spalili bolszewicy. To jeszcze jedna barwna postać Grodzieńszczyzny.   
 

Online A. Rybalko

  • Test
  • Hero Member
  • *
  • Wiadomości: 549
  • Karma: +1/-0
Bałabaszki i pobredziuszki - Wileńskie połajanki
« Odpowiedź #16 dnia: Luty 09, 2020, 06:49:14 pm »
W szóstej klasie posadzono mnie w ostatniej ławce razem z Lodzią, która nosiła przepiękne kresowe nazwisko Wojnicz. Obie byłyśmy wyrośnięte, „długie”, więc na oko pasowałyśmy do siebie. Lodzia trafiła do naszej klasy, bo została w szóstej na drugi rok. O ile pamiętam, powtarzała też którąś z klas początkowych. Nasza symbioza jakoś funkcjonowała, Lodzia, która zgodnie z nazwiskiem była osobą wojowniczą i nie dawała sobie w kaszę dmuchać, uznała, że jestem niegroźna, a może i pożyteczna, miałam lekcje zawsze odrobione i pozwalałam odpisać. W zamian za to dowiadywałam się rozmaitych rzeczy z nieznanych mi terenów, tzn. z podwileńskiej wsi. Na przykład takiej pyskówki, którą stosowały starsze kobiety. Kiedy jedna drugiej rzucała „Świnia!”, to słyszała w odpowiedzi „Twoja imia!”. Pierwsza nie dawała za wygraną: „Krowa!...” Druga jej odpowiadała: „Twoja synowa!” Zakończenie brzmiało: „A parsiuczki – twoje wnuczki!”
Czysta poezja wileńska…